Podziel sie nartami!

Od kilku lat prowadzona jest akcja „Podziel się nartami”. Inicjatorem akcji jest ksiądz Jan Byrt, z Parafii Ewangelicko Augsburskiej w Szczyrku-Salmopolu. W związku z powstaniem na stronie głównej sekcji „Narciarze Narciarzom” przypomniałem sobie o tej inicjatywie. Wysłałem maila do parafii z pytaniem czy akcja jest dalej prowadzona i dostałem następującą odpowiedź:

Tak akcja jest cały czas w tym roku od 6 stycznia !
Wczoraj podarowaliśmy ostatnie narty !

Ofiarodawców nart  bardzo mało  w tym roku a biednych ludzi coraz więcej !

Zbieramy wszystko co związane z narciarstwem aby móc zaszczepić bakcyla w narciarskiego także u tych , których nie stać na narty , buty, kijki, gogle , kaski !

Zapytania o sprzęt są z całej Polski . My teraz posiłkujemy się partnerskimi Parafiami w Niemczech i Austrii i niektórymi osobami z Polski !

Rozdaliśmy w ciągu 5 lat akcji 1678 par nart i 560 par butów i 276 kijków i parę gogli i kasków !

pozdrawiam
ks Jasiu Byrt

Dlatego zwracam się do Was z apelem- jeśli macie w domu sprzęt narciarski nadający się jeszcze do użycia, prześlijcie go na adres:

Parafia Ewangelicko Augsburska w Szczyrku-Salmopolu
ul. Wiślańska 62
43-370 Szczyrk-Salmopol

Jeśli ktoś chce poczytać więcej o tej akcji, niech wpisze w googla frazę „Podziel się nartami”.

Pozdrawiam i mam nadzieje  że apel ten nie przejdzie bez echa.

Jan Burt z podarowanymi nartami(źródło: http://ekai.pl)

Wisła, Stożek

Popadało śniegu przez ostatnie dwa tygodnie, więc postanowiłem że odwiedzę mój ulubiony ośrodek w Wiśle- czyli Stożek. Ośrodek ten darzę wielką sympatią, jednak ta sympatia była wystawiona na ciężką próbę przez ostatnie trzy – cztery sezony. Zazwyczaj wyglądało to tak że na 75% wrócę ze Stożka mocno wkurzony. Dlaczego? Stożek to góra która potrzebuje dużo śniegu. Gdy nie ma dużo śniegu to  na stoku błyskawicznie pojawiają się przetarcia i kamienie- jedyna rzecz jaka mnie zniechęca do jazdy. To pewnie pozostałość po zamierzchłych czasach, kiedy serwisy narciarskie były słabo dostępne i dziury/rysy w ślizgu zostawały na długi okres czasu. Dodatkowo Stożek trochę ucierpiał na wprowadzeniu przez inne ośrodki wyciągów krzesełkowych, co odciągnęło część klientów na inne, łatwiejsze stoki.

W tym roku sytuacja jednak wygląda zupełnie inaczej niż w poprzednie sezony. Pogody do śnieżenia armatkami nie było prawie wcale, temperatura kręciła się w Wiśle w okolicach zera, padał za to naturalny śnieg. Ze względu na lokalizacje, śnieg ten na Stożku trzymał się całkiem dobrze i utworzyła się całkiem solidna pokrywa śnieżna. Do deklarowanych aktualnie 80cm sporo brakuje ale po sobotnim wyjeździe wybaczam to naciąganie warunków. Po dużych opadach naturalnych śmiało mogę zareklamować tą górę.

Teraz o samym ośrodku. Stożek zlokalizowany jest w Łabajowie. Po drodze do ośrodka mijamy skocznię, na której na pewno trenował kiedyś Adam Małysz i która nadal jest używana. Podczas treningów musi być zamykana droga dojazdowa, bo przecina ona przeciwstok. To całkiem fajny widok jak skoczkowie po lądowaniu wybijają się w powietrze jeszcze raz, żeby przeskoczyć asfaltową drogę. Po minięciu skoczni jedziemy dalej w górę, mijamy pętlę PKS-u i jakieś 100m dalej trafiamy na pierwszy parking. Tu nowość – od sezonu 2011/2012 parking ten jest darmowy i darmowy jest też dojazd busikami do ośrodka. Można jednak pojechać jeszcze wyżej i po kilkuset metrach górskiej drogi (czasem warto założyć łańcuchy) docieramy na następny parking- zdecydowanie bliżej ośrodka, większy, ale płatny. Z tego parkingu jest już do wyciągu jakieś 300- 350 metrów i śmiało można pokonać ten dystans na piechotę, co wspaniale zastępuje rozgrzewkę. Dla wygodnych jest też opcja wjechania do góry saniami, jednak z tego parkingu jest to też opcja płatna.

Sam ośrodek składa się z trasy dla początkujących na dolnej polanie z wyciągiem talerzykowym i wyciągu głównego, który daje nam dostęp do trzech tras- niebieskiej nartostrady, która jest po prostu leśną drogą i nie jest zbyt pasjonująca oraz dwóch tras czerwono – czarnych. Mniej wprawni narciarze mogą ominąć czarne fragmenty tras, zjeżdżając na niebieską nartostradę nie przy górnej części wyciągu, lecz pod koniec czerwonej części trasy- górnej polany. Ze względu na tą specyfikę ośrodek można polecić narciarzom początkującym, którzy będą korzystać z dolnego wyciągu talerzykowego oraz dla narciarzy od poziomu zaawansowanego w górę. narciarze średniozaawansowani mogą mieć trochę problemów na stromych partiach, ale w sumie to dobry sposób żeby pozbyć się przedrostka „średnio” z opisu swoich umiejętności. Poniżej mapka ośrodka.

Mapa ośrodka

Oprócz darmowych parkingów są jeszcze inne nowości. Pierwsza- Stożek bierze udział w inicjatywie o nazwie „wspólny karnet w Wiśle”. Druga- pojawiła się oferta dla rodziców z dziećmi- dzieci do lat pięciu jeżdżą z rodzicami za darmo.

Wszystkie informacje o ośrodku można uzyskać na stronie ośrodka. Poniżej jeszcze film reklamowy ze strony ośrodka.

YouTube Preview Image

Sezon rozpoczęty!

Udało się zmobilizować i wyjechać na śnieg w pierwsze święto. Cel- wyciąg Kiczera w Wiśle- Jaworniku. Ciepło, śnieg mokry, ciężki. Pojedyncze przetarcia ale kamieni na stoku nie było wiele. Fajnie było, choć krótko, oby tylko temperatura nie ściągnęła w tym tygodniu całego śniegu…

All I Can – drugie starcie z kinem narciarskim

W tym roku, obejrzałem trailer, który mnie zachwycił…

…i po pytaniu „co chcesz na urodziny”, zadanym przez Żonę, odpowiedziałem: ten film na iTunes (aktualnie jedyne źródło legalnego ściągnięcia tego filmu). Po dość krótkim czasie (niestety wymagane było zainstalowanie iTunes i założenie tam konta) film był już na dysku. Jeszcze trzeba było poskromić ciekawość i poczekać żeby obejrzeć film ze znajomymi i… stało się. Świetne zdjęcia, świetne efekty specjalne, fajna muzyka. Jazda w górach na całym świecie- między innymi Kanada, Alaska, Maroko. Strome szczyty ale też i jazda po lesie oraz jazda… miejska. Przy obecnym braku śniegu oglądanie tego filmu potrafi narobić niezłego apetytu na narty.
To z pozytywów, teraz niestety pora na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. Jak napisałem, było to moje drugie starcie z pełnometrażową produkcją narciarską. Pierwsze to Zjazd (Steep), który był swego czasu dostępny do obejrzenia za darmo na Iplex’ie.
YouTube Preview Image
Film jest świetny i każdemu polecam jego obejrzenie. Postawił też dość wysoką poprzeczkę jeśli chodzi o produkcje tego typu i niestety nie uniknąłem porównań podczas oglądania All I Can. Co z porównań wynikło? Zjazd był filmem z jasną koncepcją- prezentacja historii i idei narciarstwa pozatrasowego. Posiadał swoich bohaterów, narrację, komentarze bohaterów. Co prawda wszystko z amerykańskiego punktu widzenia, ale jednak udało się stworzyć wciągającą opowieść, której w All I Can zabrakło. Po tym filmie dalej nie wiem kim są ci wszyscy ludzie, którzy tak świetnie jeżdżą na nartach. Najlepiej przedstawili się narciarze amatorzy, jeżdżący po lasach w którymś ośrodku w Stanach, dodali oni trochę ludzkiej twarzy tej produkcji. Tekst „ski good or eat wood” należy do moich ulubionych a pani Mary Woodward powinna być inspiracją dla wszystkich. Poza tym epizodem zabrakło, łączącej wszystkie sceny, myśli przewodniej.
Mimo tych wszystkich negatywów warto jednak zobaczyć ten film. Dziesięć Euro to nie majątek, szczególnie jeśli mamy możliwość obejrzenia tego filmu w gronie znajomych, najlepiej na dużym ekranie lub na ścianie. Warto też podłączyć komputer do sprzętu grającego, bo muzyka i jej dopasowanie do akcji jest świetne. Osoby siedzące trochę w domowej (i profesjonalnej) produkcji filmów docenią też efekt specjalne, może nawet spróbują je powtórzyć w swoich filmach.

Wyjazd na narty z małym dzieckiem

Pewnie każdy, kto został rodzicem, zastanawia się jakby tu nie rezygnować z wyjazdu na kilkudniową jazdę. Dokładnie w takiej sytuacji znalazłem się w zeszłym roku. Oczywiście nie pisze tu o sytuacji, kiedy dziecko zostaje w domu a my dezerterujemy na tydzień zostawiając problem opieki osobom trzecim. Jak więc wybrać się na narty z małym dzieckiem?  Nie będzie to szczegółowy poradnik, tylko opis jak wyglądał nasz wyjazd w sezonie 10/11, z naszą jedenastomiesięczną córką.

Podstawową decyzją był wybór miejsca. Mam to szczęście, że mieszkam na Śląsku i na Słowację mam rzut kamieniem, więc jest parę przyzwoitych ośrodków w zasięgu 3- 4 godzin samochodem. Co prawda finansowo nie jest dużo taniej niż w Austrii czy we Włoszech, ale argument, że w razie na przykład problemów zdrowotnych można się zebrać i być w domu w krótkim czasie, był dla nas ważny. Zacząłem więc przeglądać ofertę noclegową w ośrodkach Małej i Wielkiej Fatry, szukając kwatery spełniającej następne kryterium- lokalizacja przy stoku. Mieszkanie przy stoku pozwoliło przyjąć taktykę jazdy- jedno z nas opiekuje się Zośką, drugie w tym czasie jeździ, w połowie dnia zmiana. Możliwy jest także scenariusz kiedy jeździ się na zmianę po całym dniu. W takim przypadku mieszkanie zaraz przy stoku nie jest już niezbędne do życia.

Przy tych wszystkich założeniach wybór padł na ośrodek Malino Brdo i znajdujący się przy samych wyciągach hotel Malina. Plusy tego wyboru -mieszkając przy wyciągu, powrót z nart jednej osoby i wyjście na stok drugiej zajmowało kilkanaście minut. Dodatkowo, przy ładnej pogodzie można było wyjść z dzieckiem na rękach w okolice dolnej stacji i pokazać jak zjeżdża mama lub tata oraz szybko powrócić do pokoju, gdy pogoda się zepsuje lub gdy mróz jest za duży- to ważne w przypadku gdy dzieciak jeszcze nie chodzi. Jedzenie w hotelu było bardzo OK. Śniadania ze szwedzkim stołem i obiadokolacja z dwoma daniami do wyboru (wyboru trzeba było dokonać dzień wcześniej). Z minusów- hotel to niestety nie apartament. Odpadała więc opcja położenia Zośki spać i spotkania ze znajomymi, którzy byli tam razem z nami ze swoją córką, co byłoby bezproblemowe w przypadku wynajęcia apartamentu dla dwóch rodzin.

Sam ośrodek jest przyjemny, mimo dość kiepskich zeszłej zimy warunków pogodowych- śnieg był praktycznie tylko na trasie, w większości sztuczny. Nie ma tam co prawda setek kilometrów tras i jeździło się w zasadzie po jednej, ale nie należę do osób, które muszą mieć dużą ilość tras pod bokiem, żeby zaliczyć wyjazd do udanych. Na pewno jest to interesująca oferta dla ludzi ze Śląska, ze względu na małą odległość. Gdybym mieszkał w centralnej lub północnej Polsce, pewnie wybrałbym Austrię, bo żadna to różnica czy jedzie się te powiedzmy 10 czy 13 godzin.

Wniosek? Da się! Zeszłoroczny wyjazd był na tyle udany, że planujemy go powtórzyć w tym sezonie. Zmieni się tylko miejsce zakwaterowania- zamiast hotelu na górze będą to apartamenty przy dolnej stacji gondolki. Wyjazd z małym dzieckiem narzuca pewne ograniczenia i na pewno zmienia sposób spędzania czasu na wyjeździe, ale zdecydowanie warto! Należy tylko przed wyjazdem zdecydować jak chcemy zająć się dzieckiem i od tego uzależnić dalsze decyzje.

Kijki, głupcze! Czyli do czego służą i jak dobrać długość kijków narciarskich

Niech odpadną ręce i nogi, robaki zapełnią trzewia, język skołowacieje a kruki wydziobią oczy każdemu, kto wam powie że obecnie nie używa się kijków do jazdy na nartach. Na pytanie- czy należy kijków używać odpowiedź jest jedna- TAK!

Kijki to często lekceważony element ekwipunku narciarza, mimo że jest to według mnie trzeci w kolejności jeśli chodzi o ważność- zaraz po butach i nartach. Są tak samo ważne jak drążek dla linoskoczka i służą do tego samego- zachowywania równowagi. Pozwalają nam utrzymać prawidłową sylwetkę i bez nich nie da się wykonać skrętu niektórymi technikami. Techniki które wymagają odłożenia kijów na bok istnieją, jednak ze względu na swoją specyfikę powinny być stosowane przez świetnych technicznie narciarzy. Niestety, wraz z wejściem nart taliowanych powstało przekonanie że kijki są zbędne i jeździ się bez nich. Konsekwencje tego niestety widać do dziś, szczególnie na mniej wymagających trasach. Ilość osób, która myśli że kije nie są im potrzebne jest w dalszym ciągu duża, dzięki czemu nasze stoki są dalej pełne ludzi którzy wyglądają jakby zbierali grzyby podczas jazdy bądź tez przygotowywali się do zagrania tytułowej roli w remake’u filmu „Goryle we mgle”.

Tymczasem prawidłowe użycie kijków nie jest wcale trudne. Ich podstawowa funkcja jest przyswajana instynktownie po kilkunastu minutach na nartach. Z kijkami prostują się plecy a ręce wędrują od razu bliżej ciała. To już wystarczy żeby początkujący narciarz wyglądał lepiej na stoku. Możliwość odepchnięcia się kijkiem na płaskim oraz podparcia się na kijku w kolejce to dodatkowy bonus. Bardziej zaawansowane użycie kijków- czyli akcentowanie skrętów, widoczne na poniższym filmie

YouTube Preview Image

to tylko kwestia czasu i chęci (źródło filmu: skionline.pl).

Zanim jednak zaczniemy ich używać, należy je kupić. Tu zachodzi często pytanie- jaka długość kijków jest dla mnie odpowiednia? Metoda doboru kijka jest prosta i znana od lat. Należy obrócić kijek rączką do dołu, oprzeć o ziemię i chwycić ręką pod talerzykiem. Kąt między przedramieniem a ramieniem powinien wynosić 90 stopni.  Można uwzględnić jeszcze fakt, że w rzeczywistości jest jeszcze pod nami narta, wiązanie i but narciarski i kupić kijki o rozmiar (czyli 5 cm) większe. Firma w przypadku kijków nie gra dla mnie żadnej roli. Pewnym kryterium doboru może być za to wielkość talerzyka- im większy talerzyk tym mniej będzie się zapadał w miękkim czy kopnym śniegu.

Ostatnią ważną kwestią jest jeszcze sposób użycia paska kijka. Niektórzy twierdzą że pasków nie należy używać w ogóle, ze względu na ryzyko kontuzji kciuka. Ryzyko oczywiście istnieje, lecz można je zminimalizować dzięki odpowiedniemu założeniu paska. Jak zakładać paski kijków? Dłoń w pętlę paska należy wsunąć odwrotnie niż podpowiada intuicja- od dołu. Następnie chwytamy kijek tak, aby pasek znajdował się między dłonią a uchwytem. Namawiam na mały eksperyment- założyć pasek w ten sposób, chwycić rączkę, podnieść kijek do góry i otworzyć dłoń. Kijek powinien opaść w dół i zwisać nam z nadgarstka. W ten sposób w sytuacji awaryjnej wystarczy tylko puścić kijek i już nie powstaje dźwignia która może uszkodzić nam dłoń. Eksperyment można powtórzyć stosując intuicyjne użycie paska- po otworzeniu dłoni kijek dalej w niej pozostaje i może powstać dźwignia powodująca kontuzję.

Oczywiście ryzyko kontuzji dalej istnieje, bo nie da się go zredukować do zera. Ten argument często podnoszą zwolennicy odcinania pasków. Moje zdanie na ten temat jest takie, że leżący luzem na trasie kijek stwarza większe niebezpieczeństwo dla innych niż zwisający nam z nadgarstka dla nas. Kijek można zgubić i bez upadku i niebezpieczeństwo stwarzamy podwójne- po pierwsze leży na trasie i ktoś może na niego najechać, po drugie podchodzimy po trasie, żeby go odzyskać. Każdy powinien brać ryzyko uprawiania narciarstwa na siebie a nie przerzucać go na innych użytkowników stoków.

Wpis pierwszy- powitanie, o sprzęcie- dobór nart

Witam na moim Blogu!

Byłem mocno zdziwiony, gdy Jahu zaproponował mi prowadzenie bloga u siebie. Bo co prawda jeżdżę już od ponad 30 lat, ale jestem totalnym samoukiem. Nie mam na koncie żadnych kursów instruktorskich, nie czytałem literatury fachowej a całe moje doświadczenie powstało metodą prób i błędów. Głównie błędów :)

Z drugiej strony, fachowców w sieci nie brakuje, więc może przyda się blog piszący o nartach z innej strony? Bo dla mnie narty to przede wszystkim świetna zabawa na świeżym powietrzu, bez dorabiania zbędnej ideologii i napinki na jazdę sportową. Tak chciałbym narciarstwo na moim blogu opisywać, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Sezon się zbliża i najczęściej poruszanym na forach narciarskich tematem jest dobór nart, poruszany zazwyczaj przez mało doświadczonych narciarzy. Temat na pierwszy wpis jak znalazł. Jak dobrać odpowiednie dla nas narty? To nie jest wcale takie trudne jak się wydaje. Wszystkie obecne na rynku formy posiadają w swojej ofercie narty dla każdego. Nie ma sensu się zastanawiać czy firma X robi lepsze narty niż firma Y. Trzeba zastanowić się jaki mamy budżet, określić jaki rodzaj narty jest dla nas odpowiedni i zobaczyć co jest dostępne na rynku. Oczywiście wyższe (i droższe) modele mają lepsze parametry i są trwalsze,ale najlepsza narta to taka, na którą nas stać. Jeśli z powodu kupna droższej narty musisz odpuścić kilka dni w sezonie to nie ma to najmniejszego sensu. Lepiej kupić tańszą dechę i jeździć.

Jaki rodzaj narty jest dla nas najlepszy? To zależy od stopnia zaawansowania. Dla totalnych nowicjuszy najlepszy sprzęt to będzie sprzęt (wy)pożyczony. Na pierwsze dni potrzeby są tak specyficzne że nie opłaca się na pierwsze dni na nartach kupować własnego sprzętu. Osoby zaawansowane lub eksperci sami powinni wiedzieć jakiej narty szukają i poniższy wpis jest raczej nie dla nich. A dla początkujących i średnio zaawansowanych najlepszym rodzajem narty będzie allround. Producenci co prawda nie ułatwiają nam sprawy, tworząc ostatnimi czasy własne podziały i grupy, ale bez paniki- jeśli przyjrzymy się nartom z ich oferty, zobaczymy że mają bardzo podobne parametry. Należy tylko z oferty odrzucić skrajne taliowania (pod względem promienia skrętu i szerokości narty) i to co zostanie będzie w zasadzie odpowiednie dla każdego narciarza, który pierwsze kroki ma już za sobą.

Drugim dylematem jaki mają początkujący narciarze to dobór długości. Nie będę tu się wymądrzał, dla mnie zawsze najlepszym wyznacznikiem były zalecenia producenta. W dawnych czasach na każdej narcie jaką miałem taka rekomendacja się znajdowała, wiec można było dobrać sobie długość w sklepie, bez potrzeby konsultacji. Niestety chyba żaden z producentów nie kontynuuje tej tradycji. Skąd więc wziąć te zalecenia? Niektórzy producenci na swoich stronach umieszczają małe aplikacje (selektory), które po wprowadzeniu płci, wzrostu, preferowanego terenu i stylu jazdy zaproponują konkretne modele wraz z rekomendowanymi długościami. Przykładowe linki w kolejności alfabetycznej:

Elan
Fischer
Head

Jeśli jakaś firma posiada jeszcze selektora na stroni, proszę o informację- dodam linka.
Dodatkowo, Elan w swoim katalogu nart podaje rekomendacje długości dla każdego modelu ze swojej kolekcji. To chyba nawet lepsze od selektora bo, jak każda aplikacja, selektor może zawierać błędy. Ostatnio na Skiforum taki błąd znaleźliśmy u Fischera- do selektora nie została wprowadzona największa długość dla modelu RC4 Worldcup RC Pro i długość ta (185cm) nie jest proponowana nawet dla dwumetrowego faceta :) Niestety Elan podając rekomendacje długości też nie ustrzegł się błędów- rekomendacja dla modelu Waveflex GS jest ewidentnie skopiowana z modeli slalomowych (a ich wyszukiwarka proponuje tą nartę w długości równej wzrostowi).

Inną filozofię doboru długości nart prezentuje Salomon- dobiera długość narty do wagi narciarza. Firma ta posiada stronę z informacjami dla dealerów i serwisów. Strona ta jest dostępna tu. Dostępny jest tam dokument w języku angielskim, z wieloma ciekawymi informacjami. Dokument ten jest zmieniany co sezon, dlatego warto zapisać sobie linka do strony głównej. Interesująca nas tabelka jest na stronie 42. Na podstawie wagi, stopnia zaawansowania, terenu i rodzaju narty obliczamy długość i dobieramy nartę najbliższą wynikowi obliczeń. Na marginesie- obie metody, dobierania narty do wzrostu i wagi, dają identyczne rezultaty jeśli tylko nie odstajemy drastycznie wagą od normy dla naszego wzrostu. Jest to metoda najmniej podatna na błędy wpisywania.

Co jeśli wybraliśmy narty innej firmy? Zawsze można spojrzeć w dostępne rekomendacje i zobaczyć jaką długość proponuje konkurencja dla odpowiednika wybranej narty w swojej ofercie. Rekomendacja ta będzie pewnie właściwa także i dla wybranej przez nas narty.

To tyle na pierwszy raz. Pozdrawiam i do następnego wpisu!